Nowa przestrzeń, nowe możliwości:)

Hmm, dawno mnie tu nie było.. dawno nie pisałam.. niektórzy zastanawiają się, co się stało:) a dzieje się rzeczywiście sporo:)

Jedną z przyczyn, dla której zatrzymałam się w pisaniu, stanowili … spamerzy… Zaatakowali mnie (i dalej to robią…).. Ja – w swej naiwności i ufności do świata – długo nie mogłam w to uwierzyć.. Początkowo akceptowałam każdy komentarz. Cieszyłam się, że są takie pozytywne i że moje wpisy krążą po całym świecie, bo większość komentarzy dostawałam w języku angielskim. W którymś momencie zaczęłam czuć, że coś jest nie tak, bo wiele z tych komentarzy było podobnych do siebie. Dziwiłam się, o co chodzi, ale nie wpadłam na to, że to spamerzy.. Dopiero koleżanka mi to uzmysłowiła i jeszcze prosiłam, by mi podała argumenty ku temu, bo w głowie mi się nie mieściły takie praktyki.. No i to, co napisała, zdjęło mi zasłonę z oczu.. :( To było przykre i na długo zahamowało moją chęć dzielenia się swoimi przemyśleniami.. Teraz nie czytam tych komentarzy – ileś czeka w kolejce, by je sprawdzić, czy nie są spamem, jednak już mnie nie cieszą, jak dawniej.. Nie rozumiem takich praktyk, by wysyłać z automatu a la pozytywny komentarz tylko po to, by być wyżej w pozycjonowaniu.. To nie mój świat. Nie piszę się na coś takiego i głośno mówię temu NIE! I na tyle zostawię ten temat.

Druga przyczyna mego długiego milczenia to to, iż zmieniam całkowicie moje życie. Tak jak pisałam w jednym z wpisów zainspirowałam się Timem Ferrisem i postanowiłam realizować podróże, o których ciągle marzę. Jestem na etapie, gdzie nie mogę sobie pozwolić na samo podróżowanie – brak funduszy, a dokładniej osłony finansowej i dochodu pasywnego, by móc bez żadnych konsekwencji wyjechać gdzieś na dłużej. Jednak postanowiłam, że to mnie nie powstrzyma – już dość pewnym wymówkom. Czas na realizowanie, a nie gadanie. Postanowiłam wynająć swoje mieszkanie, które też było jedną z przyczyn trzymania się jednego miejsca. Bo jak można zostawić czy wynająć mieszkanie, w którym się mieszka!? A jednak można:) Dałam ogłoszenie i nie czekając na najemcę po prostu zaczęłam pakować swój dobytek, który zgromadziłam. A było tego sporo… Piszę w czasie przeszłym, bo sporo tego wydałam czy wyprzedałam za złotówkę lub co łaska:) Od razu pojawiła się upragniona przestrzeń! Wyobraźcie sobie – mieszkacie we własnym mieszkaniu, a cały wasz dobytek mieści się w małej komórce:) Rewelacja!! Dalej nie mam najemcy, wszystkie moje rzeczy są w kartonach – jestem gotowa w każdym momencie opuścić moje mieszkanie, gdy pojawi się osoba, z którą będę gotowa podpisać umowę najmu:) Początkowo czekałam na tego najemcę i wtedy chciałam podjąć dalsze ruchy, czyli gdzie i co dalej? Bo jednocześnie postanowiłam pozamykać wszystkie moje projekty i zacząć coś zupełnie nowego. Tyle, że nie wiedziałam co konkretnie. Chcę szerzyć miłość i pozytywną energię oraz być dla ludzi inspiracją, by realizowali swoje marzenia, podążali za sobą. Byłam (jestem i będę;) trenerem rozwoju potencjału osobistego, jakkolwiek moje własne projekty na tę chwilę nie przynosiły takich profitów, jakich potrzebowałam. Pojawiła się u mnie potrzeba współpracy z ludźmi, pracy w zespole, robienia czegoś wartościowego na rzecz innych ludzi razem, a nie samotnie, jak do tej pory. Chcę też poukładać sobie moje pomysły – mam ich sporo, wręcz za dużo, a ja – w gorącej wodzie kąpana – od razu chciałam wszystkie realizować, co nie do końca jest dobrym pomysłem.. Potrzebuję na jakiś czas odłożyć swoje pomysły na półkę i do nich dojrzeć. Poza tym puściłam ego i jego dumę i już nie potrzebuję być TRENEREM i realizować SWOJE pomysły. Mam ochotę służyć ludziom, pomagać im w ich pomysłach, dać swoją energię i miłość, realizować coś wartościowego z kimś, nie sama. I nie muszą to być WIELKIE pomysły. Robiąc zwykłe rzeczy, służąc na co dzień ludziom mogę im dać odczuć więcej miłości niż gadając i pusząc się swoją rolą trenera czy kogo tam jeszcze.. I tak otworzyłam się na wszystko:) Zaczynam nowe życie. Wczoraj podjęłam decyzję, iż okolicach następnego weekendu jadę na około miesiąc do Raciborza. Tam stacjonuje inspirujący, młody przedsiębiorca, z którym zdecydowałam się na współpracę:) Na razie mam sporo do nauki, masę rzeczy na wykończenie przed wyjazdem (tym bardziej, że potem planuję pracować podróżując po Polsce, a nie siedzieć na miejscu w Poznaniu), kilka pożegnań, ileś rzeczy do załatwienia, choćby wynajęcie pokoju w Raciborzu. Nie wiem, jak dalej się potoczy moje życie, w końcu jednak czuję, że podejmuję decyzje i je realizuję, a nie kręcę się w kółko:)

Cudowności na ten i każdy inny wspaniały dzień:)))

Dzisiejsza inspiracja!

Jestem dziś pod wrażeniem niedawnego spotkania. Przez „przypadek”, o ile ktoś wierzy w przypadki, trafiłam na „Tanie podróżowanie, czyli student globtroter”, organizowane w ramach Festiwalu Przedsiębiorczości Boss. Rano prowadziłam własny warsztat, a raczej wykład i tam usłyszałam o tym spotkaniu. Zainteresowało mnie, gdyż jestem na etapie przygotowań do przygody: chcę wynająć mieszkanie, a sama wyjechać za granicę – tam pracować, jakkolwiek to byłby pierwszy krok ku większej przygodzie. Przygotowania to duże słowo, jakkolwiek coś robię w tym kierunku:) Początkowo miałam w tym czasie umówione inne spotkanie, jednak gdy zostało odwołane od razu podjęłam decyzję, gdzie kieruję swoje kroki, choć miałam za sobą cały dzień, byłam na jednym Snikersie i miałam (dalej mam!) sporo roboty!

Pierwsze z trzech wieczornych spotkań było poświęcone taniemu lataniu. Temat świetny. Kolejne było prowadzone przez człowieka, który na rowerze zwiedził Wschód. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie ostatnia ekipa – 5 chłopaków, którzy w busie od 2 lat zwiedzają świat! To oni są ową dzisiejszą inspiracją! Po prostu są niezwykli! Nie byłam – jeszcze – na ich blogu busemprzezswiat.pl, to co jednak pokazali zrobiło naprawdę przeogromne wrażenie! Słuchałam z otwartą buzią i śmiejącymi się oczami – niezwykła piątka młodych ludzi, którzy realizują swoje marzenia, niezależnie od przeszkód, którzy podbijają świat pomalowanym i wyremontowanym przez siebie busem. Tego nie da się opisać.. W ciągu 2 lat zwiedzili chyba 28 państw, napisali książkę, nakręcili film, zainspirowali kilka ekip do przemierzenia Europy ich śladami. Poczułam, że podjęłam dobrą decyzję 2 tygodnie temu, by ruszyć ku przygodzie, by zacząć zwiedzać świat, by podążać za marzeniami. Fajnie byłoby znaleźć ekipę ludzi, z którymi można by było tego dokonać. Poczułam też, iż nie sprzedam mojego Golfa, choć się nad tym zastanawiałam, bo przyda się na wędrówki:) Być może na początku na mnie zaczeka, jednak przyda się. Wyszłam ze spotkania na skrzydłach! Będę za nich trzymać kciuki, bo pomimo, iż dokonali rzeczy niezwykłych, wcale sponsorzy nie garną się do nich. Może kiedyś założę firmę, by wspomagać takich ludzi jak oni – przedsiębiorczych i podążających za swoimi marzeniami – świat wtedy będzie piękniejszy:)

Narodziny

Dziś narodziłam się na nowo! Ogołociłam się z pętelek i pętli – jestem teraz goła jak nasionko i pełna miłości – do siebie! Czas na zmiany, na nowe przestrzenie, na oczyszczanie, puszczanie, uwalnianie – przeszłości, starych przekonań, zachowań, a także mieszkania i zmiany przestrzeni wokół mnie. Bardzo możliwe, iż w maju lub jego okolicach opuszczę Polskę na kilka miesięcy, by w końcu zacząć podróżować, a nie tylko mówić o marzeniach o podróżowaniu. Na razie zacznę od pracy za granicą zbierając np. truskawki – może w Hiszpanii, a może w Norwegii? Zobaczę, jakie ciekawe propozycje spadną mi z nieba – jestem na nie otwarta! Wszystko jest możliwe:) Mam ochotę na zmiany w wyglądzie fizycznym – ufarbuję włosy, może zmienię fryzurę:) Na pewno wracam do używania mojego drugiego imienia: Marta! Obydwa są starożytne i obydwa znaczą to samo: Pani, Gospodyni:)

A w dużej mierze do tych decyzji i zmian przyczyniły się:

- choroba, bo dzięki temu nic nie robiłam, co miałam zaplanowane (oczywiście pracę)

- kiedy już mi minęła po 2 dniach gorączka – przeczytałam prawie jednym tchem „4-godzinny tydzień pracy” Tima Ferrisa (polecam!), która za mną krążyła od kilku miesięcy

- z powodu choroby jeszcze bardziej negatywnie niż czasami podchodziłam do siebie, co zaowocowało niezłą pracą coachingową z Joasią, dzięki której narodziła się Nina Marta już oficjalnie (bo krążyło mi to po głowie od jakiegoś czasu)

Na razie z powodu tejże choroby dalej wypluwam sobie płuca, jednak z inną energią (hi, hi!).

ŚCISKAM MOCNO:) Niedługo dalszy ciąg programu.. :)

Nina Marta to JA! Jeszcze o mnie świat usłyszy! ;)

Robert Kiyosaki, Huna i taniec hula:)

Miałam napisać kilka słów o moim kolejnym wyzwaniu – miałam napisać od razu, a w końcu lutego się zrobił.. Cały czas to miałam w głowie (i na kartce) i .. zawsze coś wypadało.. czasami brak czasu na rzeczy ważne – na nasze marzenia.. brak czasu, który sami sobie organizujemy.. taki mam smutno-nostalgiczny nastrój, bo po raz enty widzę, co robię ze swoim życiem. Jest wiele rzeczy wspaniałych, cudownych i jednocześnie – obok, równolegle – tracę wiele cennych minut z mojego banku czasu na próbę rozeznania się w moich kolejnych pomysłach.. Na ich uporządkowaniu. Mam olbrzymią potrzebę upraszczania, porządkowania, ukonkretniania – już jestem zmęczona swoim fruwaniem. I dlatego teraz przechodzę do próby ukonkretnienia mojego pomysłu:)

Podróż na Hawaje to moje marzenie od 2 lat krążące mi po głowie. Na pytanie o marzenie w tym okresie od razu wykrzykiwałam z entuzjazmem: „HAWAJE!!!” i od razu powtarzałam, że nie wiem kiedy, ale na pewno pojadę. Moja fascynacja Hawajami spowodowana była dwoma przyczynami. Po pierwsze stamtąd pochodzi Robert Kiyosaki:) a po drugie – co jest ważniejsze – to bardzo mi się podoba filozofia hawajska – Huny. Nie powiem, że znam to podejście bardzo dobrze, a nawet dobrze. Po prostu kiedyś – chyba w 2009 roku – byłam na warsztatach z tańca hula w Instytucie Terapii Gestalt, gdy jeszcze wiązałam z nim swoją przyszłość. Taniec mnie nie zachwycił – wolę zdecydowanie mocniejsze rytmy. Kiedy jednak usłyszałam o historii Hawajów, znaczenie nazwy, filozofii rdzennych Hawajczyków, o ALOHA:) i kilka inspirujących historii z tym związanych, wiedziałam po co znalazłam się na tym warsztacie:) Od razu poziom energii wzrósł i z inną energią tańczyłam hula, choć się do niego nie przekonałam. Ale zostałam wstępnie zaczarowana. Wstyd przyznać, że od tamtej pory przeczytałam raptem jedną małą knigę o Hunie i to taką delikatną bym napisała.. w każdym razie tak naprawdę nie zgłębiłam tematu.. Napiszę coś jeszcze lepszego – od 2 lat powtarzałam „Hawaje, Hawaje”, a ani razu (!!!) nie weszłam choćby na google i nie poszukałam żadnych informacji o tym stanie USA.. Więc to taka mrzonka była.. Jak sobie to uzmysłowiłam w ostatni poniedziałek, to miałam niezły ubaw z siebie. I tak chyba każdy z nas ma – że czasami mówi coś, a jakby spojrzeć na to, co robi w tym obszarze – to niebo a ziemia.. Nawet teraz jak to piszę, to kręcę głową z niedowierzaniem, że tak naiwnie do tego podchodziłam.. W każdym razie właśnie w poniedziałek przejrzałam ileś stron w necie, pościągałam trochę informacji i oglądałam zdjęcia.. wow, jakiż to piękny kraj! Cudowny:)

Aa, jeszcze nie napisałam, kiedy zaplanowałam tam wyjechać! Już następnego data wylotu mi się skrystalizowała – 13 października:) i pojadę tam na 6 tygodni. Taki jest plan. Na tę chwilę nie mam praktycznie nic. Mam datę, kilka zdjęć.. Nie mam budżetu na ten cel, nie mam towarzysza – bo chcę tam pojechać z kimś. Tym kimś możesz być TY!!!! Naprawdę! Szukam towarzysza do duchowej podróży na Hawaje:) Towarzysza lub towarzyszy – płeć nie ma znaczenia. Ważne, byśmy się zgrali, poczuli i mieli podobne podejście:) Nie jadę tam wylegiwać się na pięknych plażach, tylko chcę dotrzeć do rdzennych Hawajczyków i poczuć prawdziwy klimat Hawajów. Nie wiem, czy wiesz, że Hawaje są nazywane „stanem miłości – stanem Aloha” (Aloha State) – cudownie! Po raz kolejny poczułam, że to odpowiednie miejsce dla mnie! No i postanowiłam, że chcę dostać się na wyspę Niihau - to jest wyspa niedostępna dla turystów, zamieszkana przez rdzennych Hawajczyków. Nie wiem, jak to zrobię, po prostu chcę tam być.

To, co jeszcze chciałabym, to 2 rzeczy:

- mieć jakieś wyzwanie do zrealizowanie w trakcie tego wyjazdu – może będzie to spotkanie z pisarzem Waynem Dyerem, autorem książki „Potęga intencji” – podobno niesamowity i uduchowiony. Jednak na tę chwilę jeszcze nie czytałam tej książki ani innej tego pisarza, stąd to jest prawdopodobne, a utwierdzone zostanie, jak to poczuję całą sobą:)

- chciałabym zrealizować coś przy okazji – sprawić, by ktoś na tym – na organizacji tego wyjazdu – coś dodatkowo zyskał. Kiedy się coś realizuje, to robienie czegoś przy okazji pochłania dużo mniej energii, bo już tę energię i tak wydatkowuję:) stąd wstępny pomysł, by na przykład komuś, jakiemuś dziecku, np. z Fundacji Mam marzenie, znaleźć sponsorów na wyjazd na Hawaje:) Być może jeszcze zupełnie inny cel się zrodzi, jakkolwiek: Razem możemy więcej!:)

Więc jeżeli przychodzi Ci coś na myśl, co by mogło to być, dla kogo, jak również inne podpowiedzi – co warto wziąć pod uwagę, ciekawe lektury o Hawajach, Hunie, rdzennych Hawajczykach, sugestie, podpowiedzi – pisz! Podziel się! :)

Jeszcze jednego nie mam – języka. Choć wiele lat uczyłam się języka angielskiego, to nie potrafię w tym języku mówić. Jak widzę tekst, to słyszę i rozumiem, a tak – ni w ząb.. Od roku powtarzałam, że warto by w końcu nauczyć się mówić po angielsku i jakoś nie miałam motywacji. A teraz – zupełnie inaczej to widzę! Wzięłam od kumpla słówka, jak coś jest na mej drodze po angielsku, to nie unikam, jak wcześniej:)

Na koniec o magii:) Dziś wracając z Toastmasters kumpel wspomniał mi o filmie, który warto obejrzeć: „Spadkobiercy”, który podobno teraz leci w kinach. To, co sprawiło, iż podjęłam decyzję, by pójść na ten film w najbliższym czasie, to fakt, iż ten film jest nagrywany na Hawajach:) A ten kumpel nic nie wie o moim nowym wyzwaniu:))) Jestem pewna, że jeszcze niejedna magia zadzieje się w międzyczasie:)

Aloha:)

 

 

 

Czas na nowe wyzwanie: Hawaje!

Podjęłam dziś decyzję – na przełomie października i listopada wyjeżdżam na Hawaje! Więcej napiszę o tym jutro lub w najbliższych dniach! Cudownie! Czuję przypływ energii w związku z tym:)

Czy wszystko musi być za pieniądze?

Od wczoraj na mnie i na moją koleżankę jest nagonka na FB. Dlaczego? Ponieważ organizując Konferencję dla Trenerów na GoldenLine dziewczyna, która nam pomaga, zamieściła ogłoszenie, iż poszukujemy fotografa na tę imprezę. To, do czego przyczepiło się kilka osób, to fakt, iż w zamian za współpracę zaoferowałyśmy referencje. Prawda jest taka, iż tych korzyści dla takiego fotografa jest znacznie więcej, tylko ich nie uwypukliłyśmy w tym ogłoszeniu. Zwroty, jakie otrzymałyśmy, to takie, że jesteśmy chamskie, jak nam nie wstyd i … Jak to piszę, to ponownie mnie skręca.. Chodziło im o to, że, według nich, nie szanujemy ich pracy i że organizując taką imprezę powinnyśmy kogoś zatrudnić, itp. Powiem szczerze, że nie rozumiem ich reakcji..

Sama do tej pory, choć pracuję ileś lat na rynku jako trener, robię co jakiś czas coś za darmo. Robię to z różnych powodów: bo chcę się czymś podzielić, zainspirować, bo chcę gdzieś zaistnieć, bo mam inne korzyści z tego tytułu niż finansowe.. Za każdym razem jest to mój wybór i moja decyzja. Zdarzyło się, że się czegoś nie podjęłam, bo nie miałam na to ochoty czy nie widziałam w tym sensu. Zgadzam się, iż zdarzają się tacy właściciele firm, którzy nadmiernie wykorzystują ludzi (którzy, swoją drogą, się dają, decydują się na to). Jednak, mam wrażenie, że idzie to w drugą stronę..

Jakiś czas temu szukałam praktykantów i/lub wolontariuszy do mojej firmy, jak również do organizacji powyższej konferencji. Teraz potrzebuję pomocy, jednocześnie szukam osób do długotrwałej współpracy, do zespołu, by tworzyć coś razem i razem czerpać korzyści z tego tytułu. Kiedy wspomniałam o tym dwóm moim kolegom – studentom stwierdzili, iż nie znajdę takich osób wśród ich kolegów, bo Ci nie robią nic bezpłatnie. Zgłupiałam wtedy. Ja sama jako studentka kilka lat temu szukałam miejsc, w których mogłam podziałać. Powiem szczerze, że nie wykorzystałam w pełni możliwości, jakie dają studia pod tym względem. Mnie osoba, która nie potrafi nic od siebie dać, która robi coś tylko za pieniądze, w ogóle nie interesuje. Realizuję sporo takich projektów, które zwrot finansowy dają czasami dopiero w późniejszym czasie. Ważne są dla mnie inne motywacje do działania – mnie pieniądz nie motywuje. Chodzi mi o to, że jak coś mnie poruszy za serce, jak widzę w tym głębszy sens, to zrobię wiele również bez kasy. I odwrotnie – jak mnie coś nie poruszy, jest wbrew mnie, przeciw moim wartościom – to za żadne pieniądze tego nie zrobię. I takich ludzi szukam i wśród takich się obracam. Poza tym – jest wiele innych korzyści, obok pieniędzy, które są dużo bardziej wartościowsze od nich, np. kontakty, doświadczenie, nowe umiejętności. To są rzeczy BEZCENNE. Dlatego do końca nie rozumiem postawy, że „jak nie dostanę za to kasy, to tego nie robię”..

Wracając jeszcze do konferencji.. Jest tak, iż jest to nasza pierwsza taka duża impreza. Nie mamy na to budżetu. Większość rzeczy do tej pory zrobiłyśmy same lub w wymianie barterowej, którą ja bardzo cenię. Swoją drogą iluś rzeczy nie przewidziałyśmy. Uczymy się cały czas. Chcemy zrobić coś wartościowego i fajnego (Toastmasterzy zabiliby mnie za to słowo:). Udało nam się wielu ludzi i instytucji do tego przekonać. Szukamy dalej takich pasjonatów jak my, którzy potrafią zrobić coś więcej dla innych. I dlatego zabolały mnie słowa, które ktoś rzuca w internecie, bo tak.. nawet nie zapyta się, jak to jest. Ocenia ze swojego punktu widzenia – hmm, teraz do mnie dotarło, iż smutny ten jego świat. W moim świecie jest możliwa wymiana, rozmowa, wyjaśnianie, pomaganie, wspieranie, miłość, życzliwość.. I takich ludzi do siebie przyciągam – na szczęście.. Te ostatnie słowa piszę do siebie, bo boli niesprawiedliwość.. Mam fantastyczne praktykantki, które mi pomagają:) i robią to z zaangażowaniem:) I na tym się skupię:) Życzę i Tobie takich ludzi wokół siebie:)

Po co Ci pieniądze?

No właśnie – czy zadałeś sobie kiedykolwiek to pytanie? Tak naprawdę? Wielu ludziom wydaje się, iż mogą za nie kupić wszystko, również szczęście, miłość, szacunek… Wiele osób za nimi gania czy wręcz zabija się o nie..

Podzielę się swoimi przemyśleniami z ostatniego czasu. Jeszcze niedawno miałam przekonanie, iż nie mając pieniędzy nie mogę mieć nic. Chciałam uczestniczyć w szkoleniu – musiałam mieć pieniądze. Chciałam spotkać się ze znajomymi na mieście – musiałam mieć pieniądze. Chciałam zrobić stronę internetową – musiałam mieć pieniądze. Chciałam coś zorganizować, to musiałam mieć pieniądze na salę, ludzi, marketing.. Hmm, a prawda wygląda zupełnie inaczej. Uzmysłowiłam to sobie przy okazji organizacji lub współorganizacji kilku akcji czy wydarzeń, m.in. akcji PODAJ DALEJ!, Wielkopolskiego Dnia Cashflow czy Wspieralni Trenera. Tak naprawdę wiele rzeczy można załatwić w ramach wymiany – odkryłam to po tylu latach! Bo co to jest pieniądz? Do czego służy pieniądz?

Niedawno czytałam książkę Bena Sweetland „Bogać się, kiedy śpisz” (swoja drogą polecam!) i w rozdziale „Pieniądz jako mit” autor dzieli się swoimi przemyśleniami na temat pieniądza. Oto kilka danych, które dały mi na myślenie, stąd się nimi dzielę z Tobą:

- Pieniądz to zwykły papier z nadrukami lub stop metalu, któremu nadano wartość nominalną. Patrzymy na pieniądz jako na coś rzeczywistego. Bierzemy do ręki banknot stuzłotowy i czujemy, że trzymamy w dłoni coś konkretnego. W rzeczywistości z punktu widzenia stabilnej wartości, ów pieniądz jest tak samo rozciągliwy jak kawałek gumy. Załóżmy, iż kupujesz dziś litr benzyny za 5 PLN. Jeżeli wartość litra wzrośnie dwukrotnie (oby nie;))), pięciozłotówka ma w stosunku do niego połowę swojej wartości. Wartość Twoich złotówek zależy całkowicie od tego, jaką przyjmuje się wartość produktu, który zamierasz kupić.

- Jest to środek wymiany, pośrednik. Chcę jedzenie, to ktoś daje mi pieniądze za moją pracę, a ja je wymieniam na jedzenie. On jest pośrednikiem, niczym więcej. Dawno temu wymieniano towar za towar. Pieniądze zostały wprowadzone jako wygodny środek wymiany. Można wiele rzeczy załatwić, „kupić” nie używając pieniądza. Jednym z bardziej inspirujących wykładów na ASBIRO był wykład o zarządzaniu szczęściem. Jego autor opowiadał, jak od kilku lat nie płaci za szkolenia, niezależnie od ich wartości (2, 3 czy 6 tysięcy), nie płacąc za nie wcale lub niewiele. Po prostu za każdym razem dopytuje się, jak może uzyskać darmową wejściówkę i udaje mu się:) Zawsze jest coś, na co ktoś wymieni jedną darmową wejściówkę:) choćby na 3 czy 5 osób, przyprowadzonych na  dany warsztat. W ramach wymiany można dostać wszystko:)

- Jedyną rzeczą, za którą można zapłacić pieniędzmi jest ludzka praca. Samochód. Został zrobiony  się z metalu, gumy, tkaniny, szkła. Te wszystkie części kosztują pieniądze. I jednocześnie wszystkie surowce zawarte w samochodzie zostały bez żadnych kosztów wyprodukowane przez naturę. Natura nie wyznaczyła ceny za rudę żelaza. Koszt pojawił się wówczas, gdyż trzeba było wynagrodzić górników, którzy tę rudę wydobyli oraz dać zysk firmie górniczej. Podobnie z innymi elementami, z których składa się samochód czy cokolwiek, co kupujemy. Tak samo jest z żywnością. Nie płacisz za same produkty, typu buraki czy cebulę, a za pracę związaną z ich wyhodowaniem.

- Pieniądz jest najlepszym pracownikiem na świecie! Nie choruje, nie zachodzi w ciążę, nie urlopuje. Jeśli się go zatrudni, to pracuje 24 h, również w niedzielę czy święta, więc warto go zatrudniać:) Jednocześnie nie jest konieczny, by inwestować np. w nieruchomości, co na ostatnim Wielkopolskim Dniu Cashflow opowiadał jeden z liderów, inwestor nieruchomości. Jest to kwestia pomysłu i innego sposobu myślenia.

- Tak bardzo gonimy, wysilamy się, by zdobyć pieniądze, podczas gdy w rzeczywistości tym, do czego dążymy, jest rezultat końcowy, czyli to, co za pieniądze dostajemy: bezpieczeństwo, jedzenie, schronienie, ubranie itp., a nie pieniądze same w sobie. One są środkiem do celu, a nie celem.  Nie pracujemy w rzeczywistości dla wydrukowanych pod kontrolą rządową certyfikatów, czyli pieniędzy, które otrzymujemy w ramach wypłaty. Pracujemy za jedzenie, ubranie i dach nad głową. Pieniądze stanowią tylko dogodny sposób oszacowania wartości kupowanych przezeń towarów i usług.

Jakieś dwa tygodnie temu zastanawiałam się, po co mi są pieniądze? I doszłam do wniosku, że do 3 rzeczy:
1) w razie choroby czy wypadku kogoś z bliskich – kiedy mam pieniądze, mogę szybciej kupić lekarstwa lub pomoc lekarzy,
2) mogę za nie kupić czas – zamiast sama coś robić, to zlecam komuś, a za to mam czas, który mogę wykorzystać na to, na co mam ochotę: leniuchowanie, hobby czy zrobić coś, co przyniesie mi większe pieniądze lub większą przyjemność:)
3) lepszą jakość wykonania danej usługi – jeżeli coś potrafię, jednak nie jestem specjalistą, to zamiast sama to zrobić jakoś, to mogę zlecić wykonanie tego komuś, kto się w tym specjalizuje – w ten sposób mam zrobione coś w dużo lepszej jakości:)

A po co Tobie są pieniądze? Do czego Tobie służą? Co tak naprawdę za nie kupujesz?  Czy naprawdę pragniesz pieniędzy? Nie chodzi o to, by rezygnować ze swego dążenia do pieniędzy, tylko ujrzeć je w związku z Twoimi celami.

Za nie kupujemy spełnienie naszych potrzeb, częściej pragnień, jednak najczęściej złudzenie szczęścia..

I taki dodatek – wisienka na torcie:) W rzeczywistości nie posiadamy nic. Możesz kupić dom i dumnie stwierdzić: „Posiadam ten dom”. Jest on Twój tak długo, jak długo płacisz za niego podatek. Nie zapłać podatku, a zostanie ci on odebrany. Możemy posługiwać się różnymi rzeczami, jak długo płacimy podatki i o te rzeczy dbamy.

Nie wiem, jak jest u Ciebie. We mnie po takich przemyśleniach pojawiło się uczucie wolności:) Pieniądze są dla mnie ważne – w końcu dążę do wolności finansowej:), jednak nie jestem ich niewolnikiem. Są – fajnie, nie – to znajdę inny sposób na zdobycie tego, co naprawdę chcę:)

Podsumowanie projektu „100w100″

Tak się zbieram od jakiegoś czasu, by podsumować projekt „100tysięcy w 100dni” i powiem szczerze, że idzie mi to z trudem. Zastanawiam się, dlaczego. Mam masę przemyśleń, realnych zmian w moim życiu – może jest tego zbyt dużo? A może trudno wyrazić słowami to, co się zadziało? Postanowiłam, że zamiast się nad tym dalej zastanawiać, po prostu to zrobię. Może to będzie jeden wpis, może kilka.. Zobaczymy:) Sama jestem ciekawa tego, co mi wyjdzie:) Na pewno w ten sposób uporządkuję sobie to wszystko:) A więc – do dzieła!

No i właśnie to jest jedną z konkretnych zmian w moim życiu, odkąd podjęłam się  realizacji tego projektu – dużo szybciej przechodzę do działania, a zdecydowanie mniej analizuję, wałkuję, zastanawiam się.. To jest takie blokujące! Teraz nie wiem, co do końca chcę napisać, a po prostu to piszę! Wow, i to jest takie cudowne! Wyzwalające! Dodające energii! Skrzydeł:) Zresztą – tydzień temu byłam na warsztacie Technika Uwalniania u Adama Krasowskiego – chyba już o tym warsztacie wspominałam, jak nie – to polecam:))) I właśnie tam uczyłam się uwalniania od myślenia, od przekonań.. Myślenie, choć jest jedną z naszych (ludzi) mocy, to jednocześnie jest pułapką wielu inteligentnych ludzi. Zatrzymują się na analizowaniu i w ten sposób odwlekają działanie.. Ja też należałam do tych ludzi.. Należałam, bo choć nie jest tak, iż w ogóle nie analizuję, to zdecydowanie szybciej przechodzę do działania. Przykładem tego jest zorganizowana przeze mnie w grudniu akcja PODAJ DALEJ!, o której możesz poczytać na www.najwiekszycudswiata.pl. Kiedy wpadł mi pomysł, by zrobić kilka wykładów, od razu przeszłam do działania, choć nie miałam nic – ani konkretnego planu, ani osób, z którymi mogłabym to zrobić. Jak tylko zaczęłam, to i pojawiły się 3 fantastyczne, przedsiębiorcze studentki i z każdym krokiem krystalizował się plan:) Wartość działania jest po prostu bezcenna!

To były tylko 3 miesiące, a dla mnie – jakby rok minął! Tyle się wydarzyło! Każdy miesiąc upłynął pod innym „znakiem” – bo nie wiem jak to nazwać. Październik był miesiącem pracy nad sobą. Mnóstwo czytałam, słuchałam audiobooków, robiłam każde zadanie, jakie było w danej pozycji, wykonywałam rytuały poranne i wieczorne.. No i planowałam, szukałam pomysłów na zarobienie tych 100 tysięcy.. Każdego dnia budziłam się z głową pełną pomysłów.. Zmienił się mój sposób myślenia w stosunku do tego, jak było przed podjęciem decyzji o realizacji tego projektu. Zaczęłam myśleć na większą skalę, szerzej, z innej perspektywy.. To jest trudne do opisania – to po prostu trzeba przeżyć.. Ktoś, kto tego doświadczył, to chyba wie o czym mówię.. Nagle widzisz pewne okazje, na które wcześniej nie zwracałeś uwagi. Przestajesz za to widzieć pomysły na małą skalę. Zaczynają się pojawiać powiązania pomiędzy różnymi pomysłami, ideami, których wcześniej w ogóle nie widziałeś.. Inny świat staje przed Tobą otworem:) Kiedy zaczęłam realizować ten projekt, za namową Iwony Majewskiej – Opiełki założyłam zeszyt – gruby o gładkich kartkach,który początkowo miał służyć do zapisywania odpowiedzi, refleksji na zadawane przez nią pytania na płycie „Metamorfoza” (swoją drogą dobry tytuł – ja przeszłam metamorfozę wewnętrzną w trakcie tego okresu – mam na myśli cały okres realizacji projektu, a nie tylko słuchania płyty, co zajęło mi raptem kilka dni). Z czasem ów zeszyt stał się moim nieodłącznym towarzyszem – jest w nim masa pomysłów, przemyśleń, afirmacji, sukcesów, inspiracji.. Od tamtej pory mam już 3 taki zeszyt.. Kopalnia wiedzy o mnie samej, o mej drodze w tym czasie – kiedyś je wykorzystam do autobiografii;) lub poradnika drogi do sukcesu:) Jakkolwiek wiele pomysłów tam zapisanych albo jest już zrealizowana, w trakcie lub zaplanowana w najbliższym czasie :) Działanie, działanie, a nie tylko myślenie:)

Listopad był miesiącem wycofania, wyczerpania, psychicznego zmęczenia.. Dalej sporo czytałam, robiłam, jednak – jak w październiku towarzyszył mi entuzjazm i energia, i wiara w realizację tego projektu – tak wtedy opadły mi skrzydełka.. Jednak zdarzyło się kilka ważnych rzeczy – nawiązałam kilka bardzo dla mnie znaczących relacji, jak również porozmawiałam o kilku dla mnie ważnych sprawach z zaufanymi osobami – nawet nie tyle porozmawiałam, ile zdradziłam im swoje tajemnice, o czym nigdy nie mówiłam nikomu.. Zawsze wydawało mi się, iż o pewnych sprawach się nie rozmawia, że jak ktoś dowie się o tym, to ja stracę w jego oczach.. Okazało się, że jest wręcz odwrotnie! I jeszcze na dodatek zyskałam osoby, które mnie mocno wspierały mentalnie w mej drodze! To było niesamowite! Puszczanie tajemnicy kosztowało mnie, stąd emocjonalne wycofanie, jednak w sumie z czasem mnie to wzmocniło. Kiedyś więcej na ten temat napiszę – teraz tylko jedno zdanie: jeśli masz jakąś tajemnicę, uwolnij ją! Trzymając – blokujesz masę energii i tym samym możliwość rozwiązania tej trudnej dla Ciebie sytuacji. Ja odzyskałam szacunek do siebie i w końcu zaczęłam się koncentrować na rozwiązaniu danej sytuacji, a nie na tym, by nie ujrzała światła dziennego – ogromna różnica!

No i nastąpił grudzień. I z początkiem grudnia wpadł mi do głowy pomysł na akcję, o czym już pisałam. W końcu zaczęłam działać na większą skalę i co ważniejsze – w zespole, w końcu nie sama!! Ja głośno mówię STOP Zosi – Samosi! To przekleństwo! W końcu Razem możemy więcej! (to swoją drogą tytuł kolejnej mojej akcji, którą właśnie rozpoczynam;)) Uczę się sztuki delegowania zadań:) A na koniec miesiąca wyjechałam na 8-dniowe rekolekcje w milczeniu. I od początku tego roku zaczął się okres uwalniania, oczyszczania, zwalniania – mówię o wewnętrznym poczuciu. Nawet zrobiłam sobie wolne poniedziałki, co kiedyś dla mnie było nie do pomyślenia! Polecam – fantastyczna sprawa!

Koniec jednego wyzwania, myślę o kolejnym:) I choć nie zrealizowałam głównego celu – nie zarobiłam 100 tysięcy, to uważam decyzję o podjęciu tego wyzwania za jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu, której ani przez chwilę nie żałuję. Powiem krótko: jestem z siebie dumna:) Urosłam i to bardzo – przerosłam moje problemy, uwolniłam wiele blokujących mnie przekonań, doświadczyłam siebie na wielu płaszczyznach, puściłam tajemnicę, rozwinęłam swój potencjał – to są rzeczy nie do wycenienia – dużo więcej warte niż te 100 tysięcy, które i tak niedługo zarobię:) Zachęcam Cię do stawiania sobie wyzwań – to jest megarozwijające:) Stań się motylem – wyjdź z kokonu (we własnym tempie!!!!!!) i rozwiń skrzydła! Powodzenia!

Wow – dziś jest piątek 13-tego!

Uwielbiam takie „magiczne” daty:)) Tak jakby na przekór wszystkim – bo większość raczej ma odwrotnie:) Jak tylko jest taka data w kalendarzu, to już się cieszę i jak tylko mogę, to planuję coś szczególnie na taki czas:) np. ponad 5 lat temu założyłam firmę właśnie w piątek 13-tego:)

Oczywiście – to zabawa, która mi dodaje magii do codziennego życia. Zwróć uwagę na to, co napisałam: dodaje, a nie: daje. Magia, cuda są na co dzień, jeśli ma się otwarty umysł, oczy i serce:) Każdego dnia jest masa cudowności, które ubogacają nasze życie:) Teraz, na przykład, pomimo chmur i wiatru jest magicznie, bo co i rusz słońce zaczepia mnie swoimi promieniami! Jak byłam na rekolekcjach w Czechowicach to dostałam prezent w postaci możliwości obserwowania 3 brykających wiewiórek: jednej maleńkiej i 2 dorosłych. Jedna z nich była praktycznie czekoladowa i któregoś dnia przez kilka minut skakała i szukała czegoś do zjedzenia raptem maksymalnie 2 metry ode mnie! To było fantastyczne!! Cudowne:)

Jest po prostu wspaniale:) Ostatnio byłam na warsztacie Technika uwalniania u Adama Krasowskiego, który, swoją drogą, polecam (choć nie jest dla każdego). Powiedział on coś, z czym się zgadzam, choć czasami jest to trudne: świat jest perfekcyjny taki, jaki jest TERAZ! Nie jutro, nie wczoraj, tylko TERAZ – taki, jaki jest:) I ja, i Ty jesteśmy perfekcyjni tacy, jacy jesteśmy TERAZ:) To, co mamy, to, co nas spotyka – niezależnie, jak trudne – jest dla nas dobre. To są nasze lekcje, z których możemy czerpać, a raczej budzić naszą moc, która jest w nas, a o czym często na co dzień zapominamy lub w ogóle nie mamy w świadomości..

Życzę Tobie i sobie dostrzegania magii i cudowności każdego dnia – jak najwięcej:) To są często małe, niepozorne chwile, których moc jest olbrzymia. A przede wszystkim dostrzegania i pielęgnowania wewnętrznego skarbu, jakim jesteś Ty! W końcu jesteś Największym Cudem Świata! :)

Być czy mieć?

Posiadać bogactwo czy być bogactwem?

Posiadać miłość czy być miłością?

Posiadać życie czy żyć?

Ostatnio pisałam swoją historię swój rozdział w książce Andrzeja Burzyńskiego „Ludzie pełni pasji”. Pisałam o mojej pasji, a raczej trzech przeplatających się ze sobą: pasji życia, pasji uczenia się i pasji nauczania. Dla mnie to tak jakbym pisała o jednym i tym samym. Życie to dla mnie doświadczanie, poznawanie wszelkich form życia (uczenie się), to bycie tym, czym się żyje, a poprzez bycie dzielenie się tym, czym żyję, dawanie tego, co mam, co doświadczam (nauczanie). Dla mnie życie to wolność, to swoboda, zabawa, pasja, aktywność, refleksja, inspiracja, wiara, miłość.. Nie chodzi o to, by nauczać, jak żyć, tylko żyć. Nie chodzi o to, by nauczać, jak kochać, tylko kochać. Ostatnio doszłam do tego (co już chyba wspominałam), iż misją mojego życia nie jest bycie trenerem i mówcą, co uwielbiam, a uszczęśliwianie siebie. Dlaczego siebie? A nie innych? Zanim na to odpowiem, małe wtrącenie.

Jestem obecnie na rekolekcjach ignacjańskich w Domu Rekolekcyjnym w Czechowicach – Dziedzicach (swoją drogą – fantastyczne miejsce). Są to rekolekcje w całkowitym milczeniu z medytacją nad swoją relacją z Bogiem. Są też pytania do życia – jak to jest w moim życiu? Spora dawka refleksji, zatrzymania, rozwoju duchowego.. Dziś na wprowadzeniu do medytacji II padło stwierdzenie, iż sensem życia jest życie dla innych. Nie do końca się z tym zgadzam. Dlaczego? I tu odpowiadam jednocześnie na pytanie postawione wcześniej.

Jestem typem społecznicy – wszystko dla innych. A jednocześnie idealistką.. Chciałabym, by wszyscy ludzie byli szczęśliwi, radośni, by żyli pełnią życia. I choć wierzę, że jest to możliwe, jednak już wiem, że ja tego nie dokonam.. Bo to musi chcieć dany człowiek, a nie ja za niego.. Poza tym, jak sama się uszczęśliwię, to przynajmniej jedna osoba więcej na tym świecie będzie szczęśliwa, a poza tym w ten sposób mogę być przykładem dla innych – że można być szczęśliwą pomimo różnych trudności w życiu na co dzień. Wtedy nie będę głosiła czegoś tylko słowami, a przede wszystkim sobą, swoim życiem. A żeby siebie uszczęśliwić, to najpierw muszę siebie pokochać, obdarować miłością i stać się tą miłością, być nią. A więc najpierw uwaga na sobie skoncentrowana, by móc potem żyć dla innych. Wtedy to będzie prawdziwe, a nie życie dla innych, by zyskać coś dla siebie.

Moim celem jest żyć pełnią życia, bycie miłością, bycie bogactwem – w końcu jestem największym cudem świata! Tylko dla przypomnienia – każdy z nas jest NAJWIĘKSZYM CUDEM ŚWIATA! Każdy jest wyjątkowym skarbem, niepowtarzalną istotą, która jest zdolna do wielkich cudów!Wykorzystaj moc, jakiej nie mają Anioły – to jest moc wyboru, kształtowania swojego życia zgodnie ze swoją wolą i wybieraj MIŁOŚĆ, RADOŚĆ, DAWANIE, DZIAŁANIE, POCHWAŁĘ, ROZWÓJ, ŻYCIE!

Tego sobie i Tobie życzę:) Powodzenia!